Przepis na ślub – jak dobrze wyglądać przez tyyyle godzin…

Tego jednego jedynego niepowtarzalnego dnia będziesz chciała wyglądac perfekcyjnie od początku do końca imprezy. Tego jednego dnia to właśnie Ty jesteś pod ostrzałem spojrzeń, aparatów i kamer, bo ten dzień jest po prostu Twój! I jego oczyiwście też.

Wygląd w dniu ślubu oczywiście tworzy sukienka, dodatki fryzura, ale dziś skupię się na kwestiach urodowych.

Bezdyskusyjnie jest to wyjątkowy dzień, ale nie próbuj na siłę zmieniać i "udoskonalać" wszystkich Twoich urodowych przyzwyczajeń. Często przyszłe panny młode przed ślubem dużo inwestują w kosmetyki i zabiegi. Chcą zamieniać swoje tradycyjne, tańsze produkty na droższe, teoretycznie lepsze. Nie mówię takim zamianom "nie", ale wszystko musi mieć swoje logiczne wyjaśnienie.

1. Na początek rady dla dziewczyn które zamierzają umalować się same (dotyczy to też każdej z nas przed dowolnym "wielkim wyjściem"). Jeśli zamierzasz zamienić swój codzienny podkład do twarzy, tusz do rzęs, cienie na nowe, nie trzymaj ich do samej imprezy!  Każdy kosmetyk przetestuj odpowiednio wcześniej. Nawet najdroższy i najlepsze kosmetyk może się nie sprawdzić. Po pierwsze światło w perfumeriach trochę przekłamuje kolory i może się okazać, że Twój wymarzony kosmetyk w rzeczywistości wygląda na Twojej skórze nie tak jak oczekujesz. Po drugie konsystencje i właściwości - koniecznie sprawdź czy sprawdzą się na Twojej skórze i jak zachowują się po kilku godzinach. Po trzecie jeśli masz swój ulubiony podkład Loreal, czy tusz do rzęs Maybelline to wcale nie musisz go zamieniać na Diora?

[do wykonania mojego ślubnego makijażu użyłam podkładu Loreal True Match, Lancome Teint Miracle, pudru sypkiego Inglot, ulubionego tuszu Maybelline Colossal, cieni Inglot i Bourjois, różu Bourjois, eyelinera Loreal, pomadki Isadora, rozświetlacza i pyłku rozświelającego Yves Rocher, pudru brązującego no name, kupionego we Francji za 5 euro]

2. Jeśli zamierzasz skorzystać z pomocy wizażystki,a  do tej pory z żadną nie miałaś do czynienia, nie daj się zwariować. Moja koleżanka przed ślubem przetestowała 6 makijażystek (za każdą zapłaciła mniej więcej 100 zł!), na ślubie jej makijaż wyglądał ładnie, ale nie zauważyłam specjalnej różnicy między jej tradycyjnym wyjściowym makijażem. Może warto oszczędzić w niektórych wydatkach ślubnych?
Moja kolejna koleżanka kilka godzin przed ślubem wyszła za to od makijażystki z płaczem i oczywiście rozlanym makijażem... Niestety nie zdążyła wcześniej owej pani przetestować. Po pierwsze nie każdy kto ma papier wizażysty jest w tym fachu dobry (jak wszędzie), po drugie niektórzy próbują nam na siłę wcisnąć swoją wizję na nas (o tym w kolejnym punkcie).
Jeśli Twój zamysł to naturalny look to może nie potrzebujesz makijażystki, a wystraczy pomoc przyjaciółki?

(to fryzura przed drugim dniem sesji, okazało się, że pod welonem i tak niewiele widać i fryzjer nie bedzie konieczny, 3 wsuwki i moje niesprawne w układniu włosów ręce wystarczyły - mam bardzo "plastyczne" włosy).

3. Wizja - powinnaś mieć ją Ty. Oczywiście możesz się radzić wszystkich dookoła, jednak to Ty powinnaś wiedzieć jak chcesz wyglądać. Jeśli na co dzień niemal się nie malujesz to może nie daj się namówić na sztuczne rzęsy "bo koleżanka miała" albo "kosmetyczka namawiała". Bądź sobą!
Sprecyzuj oczekiwania: mocne oczy, czu usta, a może wszystko delikatne?
Jesli chcesz mieć na ślubie czerwone usta (coraz popularniejsze) to czemu nie, ale noś czerwień też przed ślubem. Zobacz jak zachowuje się czerwona pomadka, znajdź taką która nie wysuszy Twoich ust i będzie komfortowa. No i pamiętaj, żeby po przysiędze się nie całować!:) (dlatego nie miałam czerwonych ust tego dnia:) )
Sprawdź też jak czujesz się w danym makijażu oka, kolorze różu... dzięki temu w dniu ślubu nie będziesz skupiała się niepotrzebnie na takich detalach i nie zastanawiała się, czy oby ten róż nie jest za ciemny...

4. Ślub to nie czas na wizualne eksperymenty.  Jeśli nigdy nie farbowałaś włosów to absolutnie nie rób tego miesiąc przed ślubem. Nie zmieniaj też przed samym wydarzeniem koloru włosów, ani nie rób radykalnego cięcia. Taka metamorfoza może nie mieć możliwości odwrotu, a jak wiecie nie zawsze takie zmiany są na lepsze.
Zmianom mówimy TAK, ale nie na "5 minut" przed wyjściem.
ps. oczywiście są zmiany, które powoduja wielkie WOW!, ale w tym wypadku ryzykuj odpowiednio wcześniej.

(ja pozwoliłam  Kubie (ubłagałam go, żeby to zrobił;D ) ufarbować swoje włosy pierwszy raz dwa dni przed ślubem - zaufanie w małżeństwie to podstawa:) )

5. Zabierz ze sobą kosmetyki do poprawek na przyjęcie! W salonach ślubnych można kupić białe kopertówki czy torebki, tylko czy jest sens kupować taki dodatek z którym właściwie się nie pokażesz tylko na jeden raz??
Możesz skorzystać z tradycyjnej eleganckiej torebki bądź kosmetyczki. Ja swoje kosmetyki spakowałam do małej ozdobnej torebki prezentowej.
Koniecznie zabierz ją do samochodu, którym jedziesz do ślubu!
Wyobraź sobie, że po uroczystości wycałuje Cię 200 gości...
Jak w Polsce to każdy po 3 razy;) Poprawki mogą się przydać:)
[co zabrać napisze niżej]

6.  Poprawki makijażu mogą się przydać, jednak nie dokładaj w trakcie imprezy kosmetyków, których dokładnie zwykle źle się kończy - tusz do rzęs. Wszystko powino mieć swój umiar, no i oczywiście myśl o poprawkach nie powinna Ci zakłócić przyjęcia.
Poproś jedną - dwie życzliwe i bliskie przyjaciółki, żeby czasem zwróciły uwagę na Twój wygląd i trzymały w razie czego rękę na pulsie. Zwykle to ja biegam za moimi koleżankami z błyszczykiem, albo bibułkami matującymi  w ręku;)
To normalne, że chcesz na zdjęciach ładnie wyglądać, więc jeśli zawinie Ci się sukienka (mi w kościele nikt nie poprawił trenu jak wróciłam z przysięgi:( - to jedyna wada
4 świadków płci męskiej:) ), niefortunnie ułożą kosmyki włosów, Twoje czoło będzie się świeciło niczym latarnia, a ciocia Stasia zostawi na Twoim policzku różowego całusa przyjacielskie pogotowie będzie trzymało rękę na pulsie!

7. Wiele kobiet dopiero przed ślubem zaczyna swoją historię z solarium. Jeśli decydujesz się na taki krok, zrób to odpowiednio wcześniej i nigdy nie próbuj nadrabiać zaległości przed samym ślubem! Mogłoby być Ci przykro, gdyby okazało się, że w dzień ślubu schodzi Ci skóra z pleców... w odkrytej sukience. Gdybyś chciała skorzystać z wersji natryskowej przetestuj ją wcześniej i zobacz czy efekt Ci odpowiada. Mniej znaczy więcej!

8. Jeśli decydujesz się na zabiegi kosmetyczne również zrób to odpowiednio wcześniej. Nie wiesz jak Twoja skóra zareaguje nawet na najbardziej rekomendowany zabieg. To samo dotyczy np. henny i regulacji brwi. Jeśli nigdy nie regulowałaś ich woskiem, 2 dni przed ślubem to nie jest dobry czas na testowanie czy jesteś uczulona... A nie chcesz chyba całe przyjęcie nosić woalki na czole??:)

9. Pamietaj, że najlepszym "kosmetykiem" jest Twój uśmiech!

* podkład i/lub korektor - lepiej go nie dokładać, ale jeśli będzie konieczność go odrobinę użyć, będziesz go miała przy sobie.

* puder i bibułki matujące - jak najjaśnijszy i jak najdelikatniejszy, żeby po dołożeniu i połączeniu z sebum nie stworzył maski. Zawsze przed dołożeniem pudru usuń sebum za pomocą bibułek matujących ( a może same bibułki wystarczą?).

* pomadka i/lub błyszczyk - nawet jeśli maluje Cię wizażystka, kup albo miej przy sobie podobny wcześniej przetestowany produkt. Jeśli na co dzień kompletnie nie malujesz ust, a na szminkę dajesz się namówić tylko na uroczystość ślubną, zabierz ze sobą ochronną pomadkę. Tego dnia naprawdę wszyscy będą chceli z Tobą rozmawiać i wysuszone usta murowane.

* róż opcjonalnie - nie chodzi przecież o to, żeby na przyjęciu się drugi raz malować! Lepiej jednak mieć przy sobie niż żałować, że się nia ma. Istnieje jakiś procent szansy, że się popłaczesz i mogą być potrzebne większe poprawki.

* eyeliner/kredka - oczywiście jeśli masz ją na oku, w razie gdyby jakaś łezka, czy temperatura je widocznie rozmazała

* lakier do włosów i inne akcesoria fryzjerskie- wszystko może być w wersji mini. Bo nigdy nie przewidzisz pogody, ani nie będziesz miała 100% pewności, że fryzura Ci się nie rozleci (chyba, że masz taką fryzjerkę od zadań specjalnych jak ja;) ).  Jeśli na ślub decydujesz się mieć rozpuszczone wyprostowane włosy, zabierz mini prostownicę i oczywiście czesadło. Niech takie drobiazgi nie zepsują Ci przyjęcia. Jeśli masz upięte włosy zabierz ze sobą parę wsuwek.

* tabletki przeciwbólowe - to byłoby straszne gdyby ból głowy zepsuł Ci zabawę.

* igła z nitką - gwarantuję, że przydaję się na przynajmniej 30% przyjęć!:)

* plaster - najlepiej żelowy, bo buty potrafią płatać figle...

* chusteczki dezodorujące - bo Twoje ciało różnie może zareagować na emocje.

* dodatkową 1-2 pary rajstop - bo do każdej z nas rajstopy czasem puszczają oczko;)

* pilniczek - wiadomo dlaczego

* inne akcesoria - wiem, wiem, ta lista wydaje się Wam strasznie długa. Wszystko jest jednak kwestią organizacji, spisz swoją listę wcześniej i w dzień ślubu tylko spokojnie się spakuj (ja zwykle mam te wszystkie rzeczy na każdym większym przyjęciu i nie jednej pannie młodej humor uratowałam:) )
Jeśli pod Twoją suknią na jedno ramię masz silikonowe ramiączko - zabierz zapasowe (takie potrafi pęknąć). Dodatkowe zapięcie do kolczyków. Samo życie - na jednym z przyjęć kwintesencją mojego stroju (skromna mała czarna), były duże, dość ciężkie kolczyki. Na początku imprezy kolczyk spadł, a zapięcie zginęło bezpowrotnie. Dobrze, że w portfelu zwykle noszę jakieś zapasowe:)


ps. Jeśli  poplamicie suknie czerwonym nadzieniem z tortu zmywajcie TYLKO zimną wodą!:) Tak, tak - wiem coś o tym;)

Ona: Wiem, że odwiedza nas dużo mężatek, czekamy na  Wasze rady!:)

On: To ja już wiem Kochanie dlaczego zawsze po przyjęciu wracamy z torbą, a Ty się dziwisz na moje pytanie, czy zapomnieliśmy o podarowaniu prezentu;)))))

68 comments

  1. nanowejdrodzezycia 28 stycznia, 2013 at 22:27 Odpowiedz

    Ach, aż nie wiem od czego zacząć! Na początku chcialabym tylko powiedzieć, że bardzo przydatny post!!!
    Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że makijaż to ważna rzecz, ale na prawdę trzeba być bardzo ostrożnym z szukaniem wizażystki – ja osobiście bardzo żałuję niektórych swoich wyborów :( tuż przed wejściem do kościoła cały puder mi się zważył!!! Na prędce wszystko zmywałam i poprawiałam – no i w tym momencie powinnam przypomnieć jak ważne jest posiadanie kosmetyczki z najważniejszymi kosmetykami, którą niestety włożyłam do walizki i już dawno czekała na nas w hotelu :( (( na szczęście z pomocą przyszły koleżanki (kolejny punkt poruszony powyżej)!! O bibułkach matujących niestety rownież zapomniałam, na całe szczęście na stołach było dużo jednorazowych serwetek ;) Igła z nitką to kolelny must have!!!
    Od siebie mogę dodać, że kolejnym przydatnym kosmetykiem jest puder dla dzieci ;) szczególnie jak na dworzu jest bardzo parnie i gorąco. Wystarczy popudrować sobie uda i strefy intymne, aby ustrzec się przed niechcianymi poraciami – u mnie sprawdziło się to w 100%!!!
    Podsumowując – podpisuję się pod Waszym postem rękoma i nogami!!!
    Pozdrawiam ;)

  2. asja (piekne bransoletki – CHARMS) 28 stycznia, 2013 at 22:34 Odpowiedz

    taaak, igla z nitka, ktora opatrznie wrzucilam do torby w ostatniej chwili, uratowala mi zycie, gdy zepsul sie zamek mojej sukienki i uparcie caly czas sie rozpinal – zabawa w takim stroju bylaby niemozliwa, chyba, ze chcialabym w pewnym momencie zatanczyc topless… dwie kolezanki zaszyly mnie w lazience tak, ze potem trzeba bylo sukienke rozcinac, aby sie z niej wydostac, ale impreze wytrzymala dzielnie i do konca :)

      • asja (piekne bransoletki – CHARMS) 29 stycznia, 2013 at 21:21 Odpowiedz

        Sama prawde :) szkoda tylko, ze dopiero teraz i nie moglam skorzystac przed :) w szale zabawy zapomnialam o poprawianiu makijazu, bibulkach i innych, ale i tak nie mielismy profesjonalnego fotografa (to byla mala imprezka, organizowana bardzo chaotycznie i na szybko, z kupnem sukienki dokladnie tydzien przed weselem – ale wbrew pozorom, wszystko sie udalo! :) – i wszystkie zdjecia sa w ruchu, wiec az tak bardzo nie widac tego rozmazanego pudru czy swiecacego nosa. :)

  3. Agnieszka Gwozdowska 28 stycznia, 2013 at 22:49 Odpowiedz

    A ja odważyłam się na eksperyment tuż przed ślubem i pofarbowałam włosy na ognisty rudy (a nigdy takich nie miałam), ponieważ pasował do całej mojej stylizacji ślubnej, która była trochę w stylu retro:) Ale miałam bardzo duże zaufanie do mojej fryzjerki i opłaciło się:) Zaskoczyłam wszystkich, eksperyment się udał i od wszystkich słyszałam duże WOW:) Także czasem warto zaryzykować, ale tak jak napisałaś, gdy ma się fryzjerów od zadań specjalnych:) Pozdrawiam

    • fashionable 28 stycznia, 2013 at 23:14 Odpowiedz

      No tak, czasem taka zmiana jest na plus, niestety tylko czasem. No i najważniejsze, że Ty czułaś się w nowym wizerunku dobrze!
      pozdrawiam:)

  4. Amanda 28 stycznia, 2013 at 22:51 Odpowiedz

    Ja ostatnio zaczęłam tak na poważnie wyobrażać sobie „ten dzień” i się przeraziłam. Po pierwsze nieładnie wychodzę na zdjęciach „niepozowanych” więc boję się, że reportaż z wesela będzie mi sie śnił po nocach potem :P A po drugie to tak samo chyba przetestuję sto kosmetyczek najpierw. A znając moje szczęście to i tak zostanę ze złamanym paznokciem albo śladem buta na sukience :P
    P.S. Czy twój mąż na jednym ze zdjęć nerwowo zerka na zegarek? :D

  5. Dorota:) 29 stycznia, 2013 at 00:15 Odpowiedz

    Witam!
    Uwielbiam czytać Twojego bloga, porady są świetne a Wasze zdjęcia… po prostu rozpłynąć się można. :)
    Sama jestem w trakcie planowania naszego pięknego dnia – ale to dopiero w czerwcu za rok, jak narazie mamy salę, zespół, fotografa… Czytając Twoje wpisy uśmiecham się od ucha do ucha i wyobrażam nasz piękny dzień…
    Pozdrawiam! :)

  6. MikalaFashion 29 stycznia, 2013 at 00:27 Odpowiedz

    jestem pod wrażeniem, stworzyłaś świetny poradnik dla panny młodej :) mimo, że nie pretenduję do tego „stanowiska” to chętnie zapamiętam te rady na przyszłość ;)
    P.S. ślicznie wyglądałaś ;) pozdrawiam

  7. sept 29 stycznia, 2013 at 07:25 Odpowiedz

    wietne rady dla przyszłych panien młodych:) nic dodać, nic ująć! ja na swoim ślubie miałam tylko igłę z nitką, zapasowe pończochy, pomadkę kupioną u kosmetyczki no i oczywiście perfum:) ach co to był za piękny dzień, aż chciałoby się cofnąć czas i przeżyć to jeszcze raz:)))

  8. marzena 29 stycznia, 2013 at 09:30 Odpowiedz

    ja mialam swoj slub 13 lat temu i nie mam takich pięknych pamiątek , żałuję ale teraz za to zrobilismy sobie sesje rodzinną z dzieciaczkami i są świetne ,duze formaty .
    warto wydac pieniadze na takie pamiatki

  9. Agnieszka 29 stycznia, 2013 at 11:03 Odpowiedz

    To mój pierwszy komentarz tutaj, choć czytam Was już od jakiegoś czasu:)
    Bardzo ciekawy post, oboje wydajecie się być przesympatycznymi ludźmi, przyjemnie się ‘Was’ czyta!
    Pozdrawiam!

  10. POISON.COM.PL 29 stycznia, 2013 at 11:04 Odpowiedz

    Zgadzam się z Tobą w kwestii wizażystek. Mój ślubny makijaż wykonywała pani, która na co dzień maluje prezenterów w tv. Niestety nie znałam jej wcześniej i nie umówiłam się na makijaż próbny, w związku z tym poszłam do ołtarza w masce, którą wykonała mi w dniu ślubu. Maska to najodpowiedniejsze słowo :) Do tego pani fryzjerka nie pytając mnie o zdanie użyła lakieru do włosów z brokatem. Świeciłam się jak bombka choinkowa! Teraz, dwa lata po rozwodzie, śmieję się z tego ale wtedy….

    • fashionable 29 stycznia, 2013 at 21:26 Odpowiedz

      Oj, no to rzeczywiście miałaś akcje przed samym ślubem. Dlatego malowałam się sama :) Bo nikt nie zna moich potrzeb, tak jak ja:)

  11. Agnes 29 stycznia, 2013 at 16:39 Odpowiedz

    haha… końcówka mnie rozbawiła :) Zgadzam się z tym co napisałaś w 100% Co prawda nie miałam w trakcie uroczystości tylu rzeczy przy sobie ale nieraz naprawdę watro je ze sobą zabrać :) Mi brakowało tylko agrafek do przypięcia dość pokaźnego trenu podczas wesela, bo okazało się że Panie w salonie za mało przyszyły guzków na którym owy tren miał się trzymać :p Ale jakoś wspólnymi siłami z ciociami dałyśmy radę :p Pozdrawiam gorąco!

  12. Asia 29 stycznia, 2013 at 20:56 Odpowiedz

    Ja na swój ślub zakupiłam dodatkową parę butów – białe baletki – i bardzo się przydały. Gdy tylko na weselu zabrali mi buty (taka tradycja wykupywania pantofli przy oczepinach) założyłam te zapasowe. Stopy nie zmarzły a ja uniknełam przeziębienia :)

  13. renata R. 29 stycznia, 2013 at 21:21 Odpowiedz

    Ale super rady, co prawda ja juz po ślubie, ale rady dobre na każdą imprezę! Naprawdę fajny blog, w weekend przejrzę wszytskie wpisy od początku. Zrobię sobie leniwy dzień, kocyk i herbatka, a do tego laptop:)

  14. Nadia 30 stycznia, 2013 at 09:00 Odpowiedz

    Pierwszy raz tu komentuję, choć od kilku dni namiętnie czytam wpisy:) Postanowiłam zagłosować i ja, zaraz zachęcę moje koleżanki, żeby też zajrzały na Twoją stronkę i polubiły ją tak jak ja.
    pozdrawiam
    Nadia

  15. Tiru-riru 30 stycznia, 2013 at 09:34 Odpowiedz

    Twoje rady moga się bardzo przydać i wiele kobiet ma szansę uniknąć tego, czego mnie się nie udało – wizażystki. Makijaż, który wykonała na mojej twarzy był.. właściwie go nie było. Wyglądałam jakby przez sen ktoś obsypał mnie magicznym pyłem, a pod łukiem brwiowym zaistniał cień biały- perłowy. Totalna masakra. Jako żona fotografa wiem, czym to skutkuje później. Straciłam sporo czasu, a w rezultacie i tak musiałam pomalować się sama.

  16. marzena 30 stycznia, 2013 at 10:20 Odpowiedz

    jezeli moge ci sie pochwalic to tez zdobylam tytul w szkole wizazu a takze dekoracji okolicznosciowych ,dekoracji wnetrz i bukieciarstwa

      • marzena 30 stycznia, 2013 at 14:00 Odpowiedz

        nie , z zawodu jestem fotografem ale tez nigdy nie pracowalam w tym zawodzie . pracuje w pck i pomagam innym
        jezeli bedziesz miala ochotę wyslij sms 7364 haslo pomoc i zapelnij pusty talerz :)

  17. Dana 30 stycznia, 2013 at 20:56 Odpowiedz

    Właśnie ostatnio zastanawiałam się kiedy pojawi się kolejny post ślubny, tym bardziej, że od stycznia (po 10 miesiącach od zaręczyn :) też zaczęliśmy planować swój ślub. Na razie mamy wstępnie zarezerwowany termin na sierpień i to, że Wam udało się zorganizować ślub i przyjęcie w tak krótkim czasie, dodaje mi otuchy :)
    Post bardzo ciekawy, ale masz może jakieś rady dla osób borykających się z trądzikiem? Ja nigdy nie wiem kiedy coś mi wyskoczy, w sumie cały czas mam parę paskudztw na twarzy i tego się najbardziej obawiam – wielkich pryszczy, których nie da się zatuszować bez maski na twarzy.
    I cały czas zastanawiam się nad tym, czy Twoja suknia była na kole (wygląda jakby nie była, ale coś za ładnie się dół układa :) .
    Pozdrawiam :)

    • nanowejdrodzezycia 30 stycznia, 2013 at 22:28 Odpowiedz

      Z doświadczenia radzę Ci wybrać suknię na kole – nawet minimalnym! Moja sukienka nie była szeroka, ale dzięki kole halka nie przyklejała mi się do nóg :) )) Miałam przyjemny przewiew, a to ważne szczególnie latem!
      Pozdrawiam!

      • fashionable 30 stycznia, 2013 at 22:43 Odpowiedz

        Po pierwsze dacie radę:) Jestem o tym przekonana:)
        Po drugie moja suknia była na kole, szersza suknia w zasadzie bez koła nie miałaby racji bytu, chyba, że miała by milion halek i byłaby cięższa ode mnie:) Dodam tylko, że z założenia byłam przeciwniczką kół, teraz odbieram to rozwiązanie jako bardzo sensowne i praktyczne. Po trzecie nie jestem dermatologiem, więc nie czuję się upoważniona do udzielania takich rad. Poradzę Ci jedynie z doświadczenia. Jeśli to trądzik to może warto udać się do dermatologa lub przynajmniej kosmetyczki. Jeśli przesadzasz (tak, gwarantuję Ci, że 98% kobiet ocenia stan swojej skóry gorzej niż faktycznie jest. Wiem coś o tym zwłaszcza jak maluję kobiety, a one się tłumaczą ze swoich cer, a ja im zazdroszczę!) to może po prostu zwróć większa uwagę na pielęgnację i zainwestuj w nią. Mogę Ci jakieś prodkukty polecić ja, możesz poczytać w internecie, czu udać się do apteki lub perfumerii. Pierwsza moja sprawdzona porada to maseczki przeciwtrądzikowe Dermaglin (w saszetkach, dostępne między innymi w Rossmannie – są cudowne), druga Benzacne – dostępny w aptece bez recepty, polecam od razu 10%, krzywdy nie zrobi, a skutecznie leczy niedoskonałości – sprawdzone przeze mnie i wielu moich znajomych. Jeśli chodzi o kamuflaż to jedyne czego nie napisałam w liście moich makijażowych ślubnych kosmetyków to dla mnie cudowny produkt Max Factor Miracle Touch. Też nie miałam pewności czy cera nie zrobi mi przykrej niespodzianki w taki dzień i kupiłam ten produkt zapobiegawczo (po raz kolejny w życiu). Można go użyć zamiast podkładu, ja jednak traktuję go bardziej jako korektor. Jest niesamowity, bo zostawia bardzo cienką wartstwę na skórze, a mocno kryje i co ważne nie spływa.

  18. Olla 29 sierpnia, 2013 at 22:15 Odpowiedz

    Ponieważ jesteście moim ślubnym guru mam pytanie o makijaż ślubny.
    I będę niezmiernie wdzięczna za szczerą odpowiedź.
    Wczoraj byłam na próbnym makijazu i wróciłam załamana. Nigdy wczesniej nie malowałam się u kogoś, więc nie wiem jak to wszystko powinno wyglądać, ale… no po prostu czułam się dziwnie i nie wiem czy to z powodu braku umiejętności pani malującej czy z powodu mojego nieobycia :(
    Choć 8 razy prosiłam o makijaż delikatny, pokryto moja twarz wieloma warstwami róznych rzeczy. Pani zatuszowała mi popękane naczynka na nosie i „wąsik” (nawet nie wiedziałam, że go mam ;) grubą warstwą korektora i potem chyba całość już po prostu musiała być gruba.
    Z bliska makijaz nie wyglądał najlepiej, ale pani zapewniała, ze tak musi byc, zeby wygladal ladnie na zdjeciach, a z bardzo bliska i tak nikt nie będzie na mnie patrzył (a Pan Młody?!) i że jak ludzie się całuja przy życzeniach to i tak zamykają oczy…
    zaraz… nie wiem czy chcę miec taki makijaż, aby potem modlić się, aby przypadkiem ktoś oczu nie otworzył…
    Nie wiem na ile to moje zdziczenie, a na ile fatalny makijaż, ale podobałam się sobie tylko z daleka. W świetle dziennym i z bliska nie wyglądało to dobrze. Narzeczony też nie powiedział „wow” tylko obydwoje główkowalismy się, że „może się nie znamy i własnie tak być musi?”. Tylko czy przypadkiem w dniu slubu nie powinno się czuć pięknie bez względu na to czy to jest z bliska czy z daleka?
    Będę wdzięczna za wszelkie informacje na temat, jak ten makijaż slubny powinien wyglądać i czy pani kosmetyczka nie wprowadziła mnie w błąd?

  19. fashionable 29 sierpnia, 2013 at 23:22 Odpowiedz

    Miło, że napisałaś. Niestety nie wiem jak wyglądasz, byloby latwiej ocenić ten makijaż. Zaczne od dwoch pytań, ktore sobie zadaj: czy malujesz sie na codzień i czy używasz podkładu, oraz czy Twoj narzeczony toleruje makijaż u kobiet. Jesli chociaż na jedno pytanie odpowiesz „nie” to moze oznaczać, że rzeczywiście Ty trochę przesadzasz, a nie makijazystka. Zaniepokoilo mnie jednak zdanie, że „goście zamykają oczy przy życzeniach” , bo to jest fatalny argument profesjonalisty na temat zbyt widocznego makijaż. Jeśli sie nie malujesz to wez poprawke na to, ze make-up nie jest dla Ciebie naturalną sytuacją i Ty będziesz go trochę widziala. Jesli masz problemy z cerą – przebarwienia, nierownomierny koloryt, wypryski to lepiej w taki dzien gdzie bedziesz ofleszowana nałożyć trochę więcej podkładu, niż ukazywac defekty cery, ktore przy jasnym kolorze sukni niestety sie uwidaczniaja. Natomiast bardzo wazna zasada mowi, że przede wszystkim masz sie dobrze czuć, bo bez tego trudno dobrze wyglądać. I na to postaw tego pieknego dnia. Kiedys znany polski wizażysta powiedział mi, że kiedy pojechał pierwszy raz na zjazd do Paryża, instruktor warsztatów wysmial go za podstawowy błąd – nakladal podkład rownomiernie na całą twarz, aż do szyi. Tymczasem podkład zaczynamy nakładać od zwykle problematycznej strefy „T” i tam rzeczywiście jest go trochę więcej, zjeżdżając subtelnie w brzegi twarzy znacznie mniejsza ilością podkładu (wyjątkiem sa problemy z cerą na granicy twarzy i szyi). Wielu wizazystow zapomina, że już podkładem trochę modelujemy twarz.

    • Olla 30 sierpnia, 2013 at 15:35 Odpowiedz

      Dzięki za cenne rady :) przemysle to wszystko i jednak postawię na zasadę, że muszę się dobrze czuć w makijażu slubnym. Może uda mi się przekonać panią wizażystkę do modyfikacji „jej pomysłu na mnie”? :)

    • Olla 11 września, 2013 at 15:14 Odpowiedz

      Już wiem, jaki kosmetyk wprawił mnie w takie przerażenie, Pani kosmetyczka nazywała go „kamuflażem”. Bez niego makijaż okazał się wspaniały i dużo dużo lżejszy! Do zatuszowania popękanych naczynek na nosie wystarczyła baza Inglot i odrobina podkładu :) Wcześniej niepotrzebnie całą mnie zakamuflowano, co z bliska dawało efekt maski ;)

  20. asia 11 grudnia, 2013 at 22:28 Odpowiedz

    Ależ pięknie wyglądałaś! Cudownie!
    Jedyne czego brakuje to prawdziwego uśmiechu, takiego z ząbkami 🙂 Ale i tak cudownie! 🙂

Leave a reply