Moje ubrania i KONKURS - wygraj żelazko Electrolux!

konkurs1

Przez te ponad dwa lata prowadzenia bloga uzbierało się już sporo zdjęć moich stylizacji.  Jak nie raz Wam pisałam zwykle robię dość przemyślane zakupy i nigdy nie kupuję ubrań "na raz". Staram się także, aby moja garderoba była dość spójna, dzięki czemu łatwiej tworzyć mi stylizacje.
I naprawdę lubię swoja szafę. Oczywiście jak chyba każdej kobiecie zdarza mi się stanąć przed nią i westchnąć

"Nie mam się w co ubrać"

🙂

Jednak zaraz ustawiam się do pionu i okazuje się, że nie jest tak źle:)  Jedno jest pewne, jeśli ubrania mają nam służyć, najzwyczajniej w świecie warto o nie dbać. Odpowiednie pranie, rozwieszanie czy prasowanie, a także przechowywanie po prostu procentuje.

I każdy kto mnie zna, wie, że mam taką jedną fobię, że nie przepadam za prasowaniem, a jednocześnie ogromnie nie lubię niewyprasowanego. I praktycznie nigdy nie wkładam do szafy ubrań, których najpierw nie wyprasuję:)

Bardzo więc ucieszyłam się, kiedy marka Electorlux przysłała mi prezent niespodziankę - najnowsze żelazko 4 Safety - Precision.

Poza świetnym designem (który też ma dla mnie znaczenie, oczywiście drugorzędne),  żelazko ma wiele programów i jest świetnie przystosowane do prasowania przeróżnych, nawet najdelikatniejszych tkanin. Chyba każdą panią domu ucieszyłby taki prezent, prawda?:)

I bardzo się cieszę,  że dla Was też mam żelazko marki Electrolux!

Wystarczy wziąć udział w konkursie, polubić nasz profil na facebooku https://www.facebook.com/fashionablecompl i zostawić komentarz pod tym wpisem:

wygraj

Regulamin znajduje się poniżej. Do komentarza wystarczy dodać adres mailowy (wystarczy podać go w formularzu przy dodawaniu komentarza).

Konkurs trwa do poniedziałku 26 maja do godziny 12:00. Ogłoszenie wyników znajdziecie na blogu tego samego dnia.

Iron_Standing_Upright

Iron_refill

iron_precision

Iron_Laying_on_side

Electrolux Fabric Care Print_Ad_Background

iron_upright_bright

A gdybym miała opowiedzieć historię mojego ubrania...

Dawno, dawno temu, kiedy byłam małą dziewczynką obserwowałam kobiety. Najpierw te, które mnie otaczały: moją mamę, moją ukochaną chrzestną. I kiedy czasem mogłam zajrzeć do ich szaf, widziałam te wszystkie piękne eleganckie  sukienki i szpilki, których nie oglądałam codziennie. Marzyłam wtedy, że kiedy będę dorosła, moja szafę będą wypełniały kobiece stroje, które sprawiają, że tata komplementuje mamę.
Kiedy dostawałam te wszystkie piękne sukienki po mojej 3 lata starszej kuzynce, byłam bardzo dumna. Nie chciałam nawet nowej sukienki na komunię, każda sukienka po Kasi była naj:)

Lata lecą, a po latach mam swoją szafę pełną sukienek. I każda ma swoją historię, każda jest związana z jakimś wydarzeniem i każda kojarzy mi się z moim mężem:)  Bo sukienka zawsze dodaje mi kobiecości!

...

Tą sukienkę wybrał dla mnie Kuba, kiedy byliśmy narzeczeństwem. Ubranie pamięta niejedną randkę i pewnie zobaczy kolejne:)

https://fashionable.com.pl/2012/09/19/moja-stylizacja-nuta-blue/

DSC_9728 (850x1280)

 

Ten strój z kolei pamięta niejedną podróż - jest bardzo wygodny, zachowując jednocześnie kobiecą formę:) A do tego mój mąż bardzo lubi rozkloszowane spódniczki, które nadal są bardzo trendy;)

https://fashionable.com.pl/2013/10/14/moja-stylizacja-bawelniane-ubrania-mysaru/

DSC_8337 (795x1280)

 

Ta sukienka to wspaniałe wspomnienie wakacji w Egipcie. Do tej pory, kiedy otwieram szafę, czuję  to fantastyczne ciepłe słońce i  naszą wakacyjną randkę:)

https://fashionable.com.pl/2013/08/06/moja-stylizacja-dluga-zlota-sukienka/

DSC_1249 (804x1280)

DSC_1251 (850x1280)

A to już piękna sukienka (wyprzedażowy łup), którą widziałam w niejednym magazynie. Niestety ma ogromny dekolt, więc odpowiednia na randki w Egipcie lub zaciszu domowym:)

https://fashionable.com.pl/2013/08/14/moja-stylizacja-mala-biala-sukienka/

DSC_2172 (847x1280)

DSC_2333 (850x1280)

Sukienka od Esotique i Eva Minge  to piękny prezent i wyróżnienie. Sprawia, że nawet na plaży można się poczuć elegancko. Pięknie się układa, teraz tylko czekam na lato, żeby móc ją znów założyć!

https://fashionable.com.pl/2013/09/04/moja-stylizacja-sukienka-eva-minge/

DSC_5298 (850x1280)

DSC_5254 (850x1280)

Czerwona sukienka - każda kobieta powinna taką mieć!

https://fashionable.com.pl/2014/05/12/stylizacja-czerwona-sukienka-sukienkowo/

DSC_9726 (848x1280)

Pierwszy powiew wiosny w tym roku...

https://fashionable.com.pl/2014/03/30/stylizacja-loft-37-rozowa-sukienka-sniadanie-blogerow/

DSC_5140 (824x1280)

DSC_5078 (850x1280)

DSC_5204 (850x1280)

Przemiły dzień - cały z mężem! Cudne spotkania...

https://fashionable.com.pl/2014/03/30/stylizacja-loft-37-rozowa-sukienka-sniadanie-blogerow/

DSC_6921 (810x1280)

DSC_6986 (830x1280)

I ta jedyna, na którą czekają niejedne małe dziewczynki przez wiele lat:) I kto wie, prawdopodobnie jeszcze będzie mi ją dane wyprasować:)) 

https://fashionable.com.pl/2012/04/23/przepis-na-slub-wybieramy-suknie/

z40

z74

z77

z3

Jestem bardzo ciekawa Waszych historii!!

Regulamin:

1. Należy napisać odpowiedź –  komentarz odpowiedź na podane zagadnienie.
Dodatkowo w komentarzu powinien się znaleźć adres e-mail ( należy umieścić go w komentarzu lub w formularzu komentarza – jeśli nie chcecie, żeby był widoczny dla innych) oraz Wasze imię lub pseudonim.

„Podziel się z nami inspirującą historią Twojego ulubionego ubrania i wygraj żelazko Electrolux 4SafetyPrecision, które pozwoli Ci o nie zadbać w jeszcze lepszy sposób”

2. Następnie należy polubić nasz profil na facebooku - ważny element

https://www.facebook.com/fashionablecompl

a także profil Electrolux

https://www.facebook.com/electroluxpolska

2a. Dodatkowo należy opublikować informację o konkursie na swoim blogu i profilu facebook.

3. Wybierzemy najciekawsze  naszym zdaniem odpowiedzi ( w komisji ja i Kuba )

4. Konkurs trwa od dzisiaj, tj. 19.05.2014 do  26.05.2014 do godziny 12:00 w południe.

5. Wyniki konkursu zostaną ogłoszone w poniedziałek 26.05.2014 na naszym blogu.

6. W celu przekazania nagrody skontaktujemy się ze zwycięzcami osobiście i przekażemy dane firmie Electrolux, która jest organizatorem konkursu i wysyła nagrodę.

6a. Do wygrania jest żelazko Electorlux model  EDB6120. Nagrodę wysyłamy tylko na terenie Polski.

6b. Marka Electrolux zobowiązuje się wysłać nagrodę w przeciągu 30 dni od ogłoszenia wyników na naszym blogu.

7. Z przyczyn niezależnych od nas dajemy sobie prawo do uzasadnionej zmiany regulaminu.

Ona i On: Powodzenia!

54 comments

  1. Asia 19 maja, 2014 at 22:33 Odpowiedz

    Moje ulubione ubranie – nie mam żadnych wątpliwości – prosta różowa sukienka do kolan:)a jej historia…ach będąc w ciąży z drugim KTOSIEM, zostaliśmy zaproszeni z mężem na wesele. Jak to bywa gdy jest się młodą mamą (córcia miała niespełna rok) nie miałam czasu na bieganie po sklepach i swoją ukochaną sukienkę kupiłam “rzutem na taśmę”. Wypielęgnowana i wyszykowana udałam się z moim ukochanym na przyjęcie…gdy zdejmowałam ową sukienkę byłam już szczęśliwą mamusią przecudnego Franciszka:) Za każdym razem gdy zaglądam do szafy uśmiecham się z łezką w oku na jej widok i żałuję tylko, że nikt nie zdążył zrobić mi w niej zdjęcie:) taka oto historia niepozornej, różowej sukienki 🙂

  2. Byłem tu. Tony Halik. 20 maja, 2014 at 00:51 Odpowiedz

    Wszystkie sukienki są boskie – a ta z Egiptu i ta od Evy Minge to po prostu mistrzostwo x2.
    Też mam ukochana sukienkę, którą zabieram na wszelkie wyjazdy do ciepłych krajów – i też wystarczy jedno spojrzenie, by wszystkie cudowne wspomnienia wróciły…

    “Historia bordowo-białej sukienki”
    Moją sukienkę o bordowo-białym batikowym wzorze kupiłam ho, ho, ho w 1999 roku w India Shopie Gahesha w Kielcach (sklep znacznie ewoluował, ale z tego co wiem dalej funkcjonuje). Dokładnie pamiętam okoliczności zakupu i cenę. Była bajońska jak na tamte czasy – 70 zł (co nawet teraz wydaje się sporo za sukienkę z indyjskiego sklepu) i nawet nie nie przeszło mi przez myśl, żeby o te pieniążki prosić mamę. No, ale była to miłość od pierwszego wejrzenia – zwyczajnie musiałam ją mieć (uczucie wtedy dosyć nowe, które dzisiaj często niestety mnie nawiedza). No i znalazłam sposób. To był początek czwartej klasy liceum, kiedy mieliśmy już mocno profilowane oraz fakultatywne zajęcia i wiedziałam, że już nigdy, ale to przenigdy nie będę musiała się uczyć a) geografii, b) historii, c) biologii, itd, a mój młodszy brat na pewno za kilka lat będzie się uczył z innych podręczników (i miałam rację, już Giretych o to zadbał), spakowałam znienawidzone książki do tych przedmiotów i zaniosłam je do antykwariatu na sprzedaż. Ponieważ zawsze bardzo dbałam o książki (nawet te znienawidzone – w końcu książka, to książka i należy jej się szacunek) nawet po odjęciu antykwariackiej prowizji, dostałam sporą sumkę. Niemal idealnie zgodną z ceną sukienki. To był znak… 😉 I tak oto, moja ukochana sukienka trafiła do mojej kolekcji, a po tych aż – omg! – 14 latach intensywnego używania (zabieram ją na każdy, KAŻDY mój wyjazd – to jedna z najbardziej obytych w świecie sukienek!) cały czas jest w świetnej kondycji. Poniżej jedna z podróży sukienki – Indie. Wybaczcie minę, ale było ledwo po świcie i ledwo żyłam, bo do Agry dotarliśmy późno w nocy; także wybaczcie, żem nieco nieostra, bo zdjęcie robił mi jakiś niemiecki turysta (Kondi wtedy smacznie chrapał, nie poświęcił się, żeby zobaczyć Tadźa o świcie)…
    http://fashion4ever.pl/wp-content/uploads/2013/05/Batik_me02.jpg

  3. Piotr 20 maja, 2014 at 08:30 Odpowiedz

    Gdy pomyślę o ulubionych ubraniach to cały czas przypomina się sytuacja w której stwierdziłem że jestem pokręcony. Piekłem na obiad mięso i gdy wyciągałem mięso z piekarnika to pokrywa od żaroodpornego szklanego naczynia pękła i spadła tak nieszczęśliwie że ostry szpic wbił mi się w brzuch i to dość głęboko. A moją pierwszą myślą było “cholera moja ulubiona koszulka” Dla mnie się to dobrze skończyło niestety nie dla mojej czerwonej koszuli.

  4. Marta 20 maja, 2014 at 08:50 Odpowiedz

    Historia mojej jedwabnej bluzki w kolorze koralowym. Otóż ubiegłego lata byłam na fajnej imprezie z ludźmi z warszawskiej ASP. Znałam tam dosłownie kilka osób. Po kilku dniach od tej imprezy dowiedziałam się, że jeden z chłopaków dzięki mojej bluzce, a dokładnie jej pięknemu, intensywnemu kolorowi dokończył pracę malarską,z którą borykał się od dłuższego czasu. Kolor jedwabiu i jego faktura zainspirowały go. Było mi bardzo miło. Od tej pory za każdym razem kiedy widzę moją bluzkę myślę, że jej ślad został utrwalony na płótnie. Może kiedyś będzie to znany na całym świecie obraz… Oby !

  5. Justyna 20 maja, 2014 at 09:48 Odpowiedz

    Historia mojej sukienki. Jako nastolatka uwielbiałam zwiewne sukienki,które dla mnie były i są mega kobiece. Pewnego dnia buszowałam po sklepach w poszukiwaniu żakietu a natrafiłam na nią-ziewną sukienkę w różowym kolorze w białe kwiaty.To była miłość od pierwszego wejrzenia-w sklepie została tylko jedna i to w moim numerze. Kupiłam ją i z lubością ją nosiłam. Później schowałam ją do szafy i tam jakoś przeleżała na dnie aż nadszedł czas wakacji z moim chłopakiem. Oczywiście znalazła w walizce miejsce honorowe i nie uwierzcie ale to właśnie, kiedy miałam ją na sobie mój chłopak oświadczył mi się. Nie spodziewałam się tego kompletnie a sukienka jeszcze bardziej zyskała na wartości bo przecież teraz to była zaręczynowa sukienka.Do dziś mam ją w szafie i do dziś leży na mnie idealnie choć od tamtej chwili minęło już 7 lat. Moja starsza córeczka zawsze na jej widok wzdycha i mówi ,że kiedyś będzie jej. Pewno tak będzie a sukienka dzięki temu zyska drugie życie.

  6. Magdalena 20 maja, 2014 at 10:58 Odpowiedz

    ehhh moja ulubiona bluza ze stójką , czerwona, piękna, gdzieś się zapodziała…. mieszkałam wtedy w akademiku, więc przeszukałam wszystkie pokoje które odwiedzałam, pralnię, wypytałam wszystkich znajomych. na imprezy nie zabierałam tej bluzy w obawie że gdzieś zostawię. dostawałam szału . naprawdę, kolezanki już tez zaczęły szukac bo nie mogły patrzec jak rwę włosy z głowy. i to za przyczyną ubrania… no dziwne … moja mama szukała w domu i u babci bo nie dawałam jej spokoju.dzwoniłam do znajomych u których spędzłam sylwestra i do kuzynki którą odwiedzałam ( obie miejscowości 400 km ode mnie ) i nic. i kiedy już straciłam nadzieję, bluza znalazła się u mojej rodziny, wisiała sobie najspokojniej na wieszaku przykryta całą masą licznie mieszkającej tam rodziny 🙂 nawet specjalnie po nią pojechałam. czyste szaleństwo

  7. Joanna 20 maja, 2014 at 12:45 Odpowiedz

    Historia mojego ulubionego ubrania 🙂 To historia czarnej sukienki na studniówkę.
    Moja kochana mała czarna .To ulubiona sukienka ,która przeżyła juz swoje 🙂
    Przetańczyłam w niej całą studniówkę .Ile lat temu ? Az strach mówic , bo wyjdzie na jaw jaka jestem stara już :)Na pewno dobrych
    kilkanaście lat leży sobie na wieszaku ,tak , tak dbam o nią bardzo,
    nie leży sobie na strychu zapomniana i nie kurzy się ,tylko wyznaczyłam
    dla niej godne miejsce w mojej szafie pośród ciuchów w których aktualnie chodzę .A historia jaka ? Na studniówkę wogóle nie miałam iśc , jak to kobieta nie miałam się w co ubrac . Z opresji
    wybawiła mnie moja kochana mama ,która uszyła mi tę wspaniałą sukienkę i dzięki temu świetnie się prezentowałam i bawiłam
    wyśmienicie . Do tego torebeczka z napisem A jak Asia .Czegóż chciec więcej prawda ?czułam się w niej jak gwiazda i otrzymałam mnóstwo komplementów :)Byłam dumna przede wszystkim z mamy ,że wyczarowała taką piękną sukienkę . Sukienka jest już o dwa rozmiary na mnie za mała,ale jest w bardzo dobrym stanie .Zapytacie pewnie dlaczego nadal ją trzymam ? Z sentymentu ,to na pewno , po drugie jest unikalna ,bo wykonana z
    sercem dla mnie po trzecie , myślę ,ze córce tez się spodoba i założy ja na swoją studniówkę Ma dopiero 10 lat , ale moze to
    będzie juz tradycja ? Bardzo bym chciała i byłabym dumna ,gdyby tak się właśnie stało 🙂

    https://www.facebook.com/photo.php?fbid=766024740094983&set=a.147065971990866.19985.100000623936154&type=1&theater

  8. Bartek P 20 maja, 2014 at 18:50 Odpowiedz

    Mam takie spodnie jednej z niemieckich marek. Spodnie te kupiłem, bo mi się podobały i bardzo dobrze się w nich czułem. W domu na metce przeczytałem, że są to spodnie do jazdy samochodem – materiał się nie mnie. Nie za wiele z tego zrozumiałem, ale w końcu zacząłem w nich jeździć samochodem. Rzeczywiście były super. Pewnego dnia byłem w nich na imprezie. Tak się złożyło, że nie było za bardzo na czym spać. Niewiele myśląc spodnie posłużyły mi jako jasiek. Rano okazało się, że mamy zaproszenia do rodziców jednego z gości. Pomyślałem – no to pięknie, będę wyglądał jak ostatni lump w takich wymiętych spodniach. Jakie było moje zdziwienie kiedy biorę spodnie, strzepuje je , a po nich prawie nie widać zagnieceń. Po chwili noszenia były bez zarzutu. Wyglądałem schludnie.

  9. kasia 20 maja, 2014 at 22:02 Odpowiedz

    nie wiem czy moja historia okaże się inspirująca. nie wiem także, czy kiedykolwiek JĄ założę… jedno jest pewne wisi tam i czeka. nie wiadomo na co, nie wiadomo na kogo, w jakim miejscu i okoliczności. po prostu jest. kupiona pod wpływem chwili. zwyczajna. czarna. prosta. jak to mówią “mała czarna dobra na wszystko” ale ONA jeszcze swojej nie doczekała. ilekroć zbliża się jakaś okazja i otwieram szafę- patrze na nią. za każdym razem myślę sobie “po co ja Cię kupiłam?” “wisisz tu już 6 rok! przymierzałam Cie setki razy i za każdym razem mówiłam NIE! inne Twoje koleżanki już dawno po stażu dłuższym niż dwa lata nie chodzenia- opuściły moją garderobę, a Ty ciągle czekasz…” niby nie ma w Tobie nic wyjątkowego, ale dla mnie jesteś jakaś magiczna. Czekaj dalej. Może kiedyś nadejdzie taki moment, kiedy wyjdziemy razem i może będziesz świadkiem czegoś pięknego, codziennego, smutnego, wzruszającego, szalonego, zwyczajnego… cierpliwości 🙂

  10. Ilona 20 maja, 2014 at 22:53 Odpowiedz

    W maju last year na świat przyszło moje słoneczko,
    a jak wiadomo, po ciąży zrzucić wagę ciężko,
    powoli, powoli, małymi kroczkami,
    zaglądałam do szafy ze starymi ubraniami,
    sukien i spodni w niej było niemało,
    ale okazja specjalna zbliżała się nieśmiało,
    raz w tygodniu mierzyłam co się da,
    sprawdzałam czy wcisnąć się będę w coś umiała,
    i oto nadszedł październik – czas wesela znajomych,
    i o zgrozo! w garderobie same sukienki z imprez minionych,
    na chodzenie po sklepach czasu nie było,
    ale na pocieszenie, po ciąży kilogramów wiele ubyło,
    w akcie rozpaczy, na portalu aukcyjnym, zamówiłam sukienkę w ciemno,
    modląc się w duchu – niech moc “38*” będzie ze mną,
    w sobotę wesele, a ja w piątek na paczkę czekałam,
    Bozia modlitw wysłuchała – w łososiową sukienkę się ubrałam
    IDEALNIE PASOWAŁA!
    co więcej – zachwyt w znajomych wzbudzała 🙂

    Taka historia niezwykła mnie spotkała,
    z sukienką z drugiej ręki, co idealnie pasowała 🙂

    * “38” – chodzi o rozmiar 😉

    Pozdrawiam

  11. Halina 20 maja, 2014 at 22:54 Odpowiedz

    To było za czasów gdy byłam jeszcze nastolatką…. wybraliśmy się wraz z grupa przyjaciół nad rzeke na kilka dni pod namioty. Miałam na sobie śliczną zwiewną sukienke w drobne kwiatuszki 🙂 Było lato, więc noc była baaardzo ciepła, niebo gwieździste, rozłożyliśmy koce nad wodą. Chłopak w którym byłam po uszy zakochana, wyjął z plecaka butelke czerwonego wina, nogi się pode mną ugieły. Gdy ukochany otwierał butelke połowe jej zawartości wylał na mnie, śmialiśmy się dobre z 10min po czym wyskoczyliśmy z ciuchów i wskoczyliśmy do wody. Teraz ten chłopak “od wina” jest moim narzeczonym 🙂 jestem najszczęśliwszą osobą na świecie, a kiedy otwieram szafe i widze tą kwiecistą sukienke te cudowne wspomnienia wracają 🙂

  12. Danuśka 21 maja, 2014 at 10:58 Odpowiedz

    Kiedyś gdy w sklepach jedyną rzeczą, którą można było spotkać, były puste półki, z których ekspedientki systematycznie ścierały kurze, fajnie się ubrać było naprawdę trudno. Ale wystarczyło trochę kreatywności i niewielkich umiejętności aby z niczego wyczarować ciekawą stylizację. Byłam naprawdę z siebie dumna, gdy na dyskotekę weszłam w super ubraniu, które sama uszyłam. Czarna koronkowa bluzka, pierwotnie stara, zżółknięta firanka, i falbaniasta biała spódnica, uszyta ze starej pościeli, najpierw starannie wybielona w wodzie z octem. Zrobiłam furorę wśród koleżanek i nie tylko zresztą. I choć później jeszcze nie raz miałam dużo fajniejsze ciuchy to jednak ten wspominam najcieplej.

  13. Joanna 21 maja, 2014 at 12:35 Odpowiedz

    Mnie najbardziej podoba się stylizacja w czarno-złotej sukience ,bogini po prostu ,co tu dużo mówić 🙂 pozdrawiam

  14. Marta Gie 21 maja, 2014 at 18:18 Odpowiedz

    W wieku 6 lat miałam dwa marzenia – mieć błękitną jak niebo sukienkę i zdobyć serce piegowatego Wojtka, mieszkającego w sąsiedztwie. O dziwo spełniły się oba. 😉 Miałam to szczęście, że moja babcia była krawcową i kiedy tylko jej powiedziałam, że pragnę błękitnej sukienki – postanowiła mi ją uszyć. Nie miałam żadnych wymagań co do jej kroju, wiedziałam tylko, że ma być BŁĘKITNA. Jak niebo. Pamiętam, że znalezienie materiału nie było łatwe (sic! jestem dzieckiem końcówki PRLu), ale w końcu się udało. Babcia uszyła mi przepiękną niebieską sukienkę do kolan. Założyłam ją, dobrałam białe rajstopki w niebieskie kropki, babcia uczesała mi dwa warkocze i udałam się za miedzę, na podbój serca Wojtka. Mój luby zaprosił mnie na swoje ulubione drzewo (na którym miał “bazę”), jedliśmy w niej ukradzione wcześniej przez niego czereśnie (romantycznie, prawda?) i nawet nie zauważyłam, jak na mojej sukience zrodziła się wielka dziura (drewniane M3 Wojtka miało niestety ostre gałęzie). Happy end jednak był. Babcia na sukienkę naszyła łatkę, Wojtka kochałam jeszcze przez rok (a potem porzuciłam go dla serialowego Robin Hooda), a sentyment do błękitnych kiecek mam po dzień dzisiejszy. Ba! Mogę nawet powiedzieć, że tworzymy razem zwycięski duet. Na pierwszą randkę z obecnym narzeczonym (innego nie planuję) założyłam niebieską sukienkę! I zadziałało! 🙂

  15. Kamila 21 maja, 2014 at 20:05 Odpowiedz

    Moje ulubione ubranie to sukienka na której byłam na pierwszej randce z moim narzeczonym… do tej pory wspomina jak urzekłam go w tej kobiecej czerwonej sukience. Też uważam, że każda kobieta powinna mieć czerwoną sukienkę:)

  16. Paula 22 maja, 2014 at 14:34 Odpowiedz

    ależ boskie te Twoje sukienki <3
    zachwycam się tą białą, e tam dekolt…według mnie obłędnie w niej wyglądasz, ja bym mogła taką nosić wszędzie, mega kobieca jest, co do czerwonej zgadzam się, że każda kobieta powinna mieć taką w szafie:) ta od Evy Minge robi meega wrazenie, chyba sama sie przekonam do sukienek maxi <3 ściskam

  17. Olga 22 maja, 2014 at 17:57 Odpowiedz

    Swoją historię zacznę od tego iż miałam najwspanialszą babcię na świecie! Była babcią o jakiej marzy każde dziecko! Była ciepła, zawsze pogodna i uśmiechnięta. Nigdy nie usłyszłam z jej ust przekleństwa czy złego słowa na kogokolwiek temat.. Jako nastolatka regularnie odwiedzałam ją w jej maleńkim domku na wsi.. Zawsze witała mnie uśmiechem i od razu zapraszała do kuchni “na coś dobrego”! Pewnego razu kiedy żegnałam się z babcią babcia wsunęła mi coś do kieszeni.. Wyciągnęłam i spojrzałam że jest to 100zł.. Powiedziałam :”Babciu, nie trzeba..” Lecz jej kochające oczy nie przymowały odmowy, a zawsze uśmiechnięte usta powiedziały: “Kup sobie coś wyjątkowego, co będzie Ci przypominało o uroczej staruszce :)”..

    Po powrocie do domu zastanowiłam się co chciałabym sobie kupić i mój wybór padł na klasyczny, marynarki, biały w czarne paski top z H&M… Właśnie takiego ciuszka potrzebowała moja szafa..

    Miesiąc później, pewnego zimowego popołudnia zadzwonił telefon. Przez słuchawkę mój wujek łamiącym się głosem powiedział, że babcia jedzie właśnie karetką do szpitala bo źle się poczuła.. Szybko się ubrałam i wraz z narzeczonym zajechaliśmy po moją mamę i pojechałyśmy do szpilata.. Okazało się że babcia miała lekki zawał, który z podowu jej wieku okazał się dość groźny. Chwilę później babcia leżała już na sali szpitalnej i przywitała nas szerokim uśmiechem… Jakiś czas później poszłam z moją mamą do toalety, a kiedy wróciliśmy do sali zastał nas widok którego nigdy nie zapomnę.. Mój narzeczony trzymał na swoich rękach głowę mojej babci i kazał mi biec po lekarza.. Niestety tego dnia moja babcia odeszła od nas na zawsze do lepszego świata.

    Wieczorem kiedy wróciliśmy do domu, myjąc twarz wodą spojrzałam się na siebie w lustrze i dotarło do mnie że mam na sobie bluzkę do której zakupu “zachęciła” mnie babcia…

    Może wyda wam się to głupie ale za każdym razem kiedy ubieram tą bluzkę czuję obecność mojej babci. Zawsze przypimina mi się jej zdanie : “Kup sobie coś wyjątkowego, co będzie Ci przypominało o uroczej staruszce” i uśmiecham się sama do siebie 🙂

    Wiem że z biegiem lat moja bluzka już nie będzie tak piękna, lecz wiem na pewno że NIGDY PRZENIGDY jej nie wyrzucę, zawsze będę ją mieć bo już na zawsze kojarzyć mi się ona będzie z NAJCUDOWNIEJSZYM CZŁOWIEKIEM JAKIEGO KOLWIEK ZNAŁAM! Z zawsze uśmiechniętą i uroczą staruszką….

    Udostępniłam na FB https://www.facebook.com/olga.ruszkowska/posts/663262470411633

  18. Basia S. 23 maja, 2014 at 10:21 Odpowiedz

    Chociaż w dzieciństwie byłam chłopczycą (zdominowali mi sąsiedzi-faceci z którymi grałam w ‘nogę’ i latałam po drzewach) to zawsze marzyłam o eleganckich sukienkach. …jak to dziewczynka, która uwielbia księżniczki i pragnie w przyszłości zostać królową i mieć pięknego męża. Standardowy schemat.
    Wiadomo także, że czasy były inne. Chodziło się w ubraniach po starszej kuzynce lub bracie. Otóż to – chodziłam w ciuchach po bracie, a więc wyglądałam jak facet, myliły tylko długie włosy. W sklepach wszystko było albo drogie, albo wcale tego nie było. Dużo się szyło samemu i szczęście, że moja babcia się tym zajmowała. Bardzo często mi coś szyła. Nie zawsze fajnego (np. znienawidzony sweter, który polubiłam dopiero wtedy, gdy z niego wyrosłam) czy wymarzona czerwona sukienka, której miały mi zazdrościć wszystkie dziewczynki i nad którą każda ciotka zachwycała się godzinę!
    No ale kiedy mam założyć ją po raz pierwszy jak nie na imieniny babci. W końcu to jej projekt. Tak się też stało. Oprócz ciotek byli sąsiedzi z dziećmi – chłopcami. To co robimy? Idziemy na dwór! A jako, iż mieszkamy na wsi to dużo tu pułapek. Nikt nie spodziewał się, że pójdziemy pobawić się w … smole 🙂 Ale skąd 5-letnia dziewczynka miała wiedzieć, że to się nie spierze z sukienki?
    Kreację miałam na sobie tylko godzinę, plama oczywiście się nie sprała a babci było troszkę przykro. Dlatego dziś każdą sukienkę traktuję jak dzieło sztuki i jeśli mam zamiar iść się bawić z moimi córkami na dworze to się po prostu przebieram w coś, co chętnie zabrudzę smołą 🙂

  19. Ewa 24 maja, 2014 at 15:34 Odpowiedz

    Pamiętam, że nigdy nie dostawałam w prezencie ubrań, ponieważ bliscy wiedzieli, że takiej wybrednej osoby jak ja można ze świecą szukać. Aż kiedyś znalazł się taki jeden (aktualnie mój narzeczony), który rzucił się na głęboką wodę i postanowił kupić mi koszulę. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie fakt, że kiedyś była to chyba najbardziej znienawidzona część garderoby. Kojarzyła mi się ze szkolnym, sztywnym strojem galowym i z pierwszą praca, do której musiałam chodzić w brzydkiej spódnicy za kolano i w krawacie, którego na domiar złego nie potrafiłam nawet zawiązać. Czego się jednak nie robi z miłości? Zaczęłam więc chodzić w tej nieszczęsnej koszulki z zaciśniętymi zębami, a mój luby puszył się jak paw, że tak perfekcyjnie trafił w mój gust. To nic , że nie mogłam ruszać w niej rękami i siedziałam sztywna jak na przesłuchaniu, ale nie miałam serca, aby ukochanemu powiedzieć prawdę:) Wtedy miałam ochotę zgubić ją gdzieś przez przypadek, zalać czerwonym winem, ale całe szczęście nie posunęłam się do czegoś tak głupiego. Teraz mimo, że fason już dawno nie jest gorącym trendem sezonu, kolor jakby zbladł, to jednak bardzo się polubiłyśmy. Ja dorosłam i już nie jestem aż tak przewrażliwiona swoim wyglądem, ona moich oczach zyskała, a kiedy mówię ukochanemu, że nie mam co na siebie założyć, to on zawsze ma gotową odpowiedź 😀 Perfekcyjna pani domu radziła, żeby zachowywać tylko rzeczy piękne, pamiątkowe lub przydatne i chyba ona ma w sobie coś z każdej tej grupy. Tak sobie myślę, że za jakiś czas może będę mogła pokazać ją córce i pochwalić się co tato kupił mamie, ale to dopiero jak dorośnie, bo tylko wtedy docenia się rzeczy pozornie głupie, infantylne lub mało ważne….
    https://www.facebook.com/ewka.bielicka/posts/1543829245844284

  20. miraga 24 maja, 2014 at 23:18 Odpowiedz

    Historia mojego ubrania zaczyna się dość dawno i jeszcze nie kończy mam nadzieję.
    Chodzi o czerwony polski sweterek z czerwonymi transparentnymi guziczkami, który nosiłam jako 3-letnia dziewczynka. Najpierw oczywiście miała go moja starsza o 6 lat siostra, a wcześniej nasza kuzynka. Otrzymała go moja mama w latach 70. Nie było wtedy łatwo o fajne ciuszki dla dzieci i dlatego sweter ten zagościł tak mocno w naszej rodzinie. I tak ten faktycznie rubinowy sweterek trafił teraz znów do mnie, gdy moja córa podrosła i również mogła w nim chodzić. Nie wiem czemu, ale naprawdę cieszył mnie fakt, że coś nas wszystkie łączy. Taki zwykły ciuszek i tyle wspomnień 😉
    I teraz, gdy moja 4-latka wyrosła z niego, a on nadal jest w bardzo dobrym stanie, odłożyłam go i spakowałam. Kto wie, może się jeszcze przyda?

  21. Karolina 25 maja, 2014 at 14:05 Odpowiedz

    Leżały w kącie. Nieco przybrudzone i zakurzone (jak to bywa w lumpeksach) od razu zwróciły moją uwagę. Jeansy. Rurki. Nie mogłam oderewać od nich wzroku, okazało się, że idealnie dopasowują się do wielu stylizacji i wyglądam w nich (mówiąc nieskromnie) – idealnie. Są ze mną już sześć lat, najpierw jako dopasowane rurki, teraz jako obcisłe i nieco przetarte szorty. Nadal pasują idealnie i towarzyszą mi podczas wakacyjnych ( i nie tylko) przygód.

  22. Ewa 25 maja, 2014 at 19:16 Odpowiedz

    Pamiętam jak kiedy byłam dzieckiem, zajmowała się mną moja ukochana babcia. Rodzice wiecznie w pracy, a babcia zawsze przy mnie. Nigdy nie zapomnę jak wieczorami prasowała mi ubranie do szkoły. Tak idealnie! Kiedy już byłam dorosła i zbliżała się moja studniówka pokazałam babci moją sukienkę i jednocześnie zdradziłam, że ta wymarzona jest w sklepie, ale, że niestety jest za droga. Kolejnego dnia babcia podstępnie poprosiła, żebym pojechała z nią do galerii wybrać jej torebkę. Poprosiła, żebym pokazała jej tą wymarzoną sukienkę. Wróciłyśmy do domu. Kilka dni później tuż przed studniówką, kiedy wróciłam do domu, w salonie siedziała moja uśmiechnięta babcia i piła herbatę z moją mamą. Poszłam do swojego pokoju odłożyć torbę, a tam… wisiała TA sukienka! Moja radość była przeogromna, studniówka wspaniała, a gest babci niezapomniany do dziś. Dlatego dziś ja chciałabym jej zrobić niespodziankę i podarować nowe żelazko.

  23. Andzelika 25 maja, 2014 at 21:59 Odpowiedz

    Moim ulubionym ciuszkiem jest spódniczka w gepardzie prążki. Jej historia rozpoczęła się po śmierci mojej mamy, gdy miałam zaledwie 9lat. Pamiętałam jak moja mama świetnie w niej wyglądała. Była szczupła, wysoka, spódnica wygłądała na niej idealnie. Kiedy w końcu tato podjął decyzję o oddaniu rzeczy po mamie. zabrałam tę spódnicę i schowałam do swojej szafki. Kiedy nikogo nie było w domu przymierzałam ją i sprawdzałam czy już jest na mnie dobra… Niestety wciąż zjeżdżała na ziemię… W końcu zdecydowałam się na profanację. Ręcznie pogłębiłam szew z boku i skóciłam ją. Byłam wtedy w piątej klasie. Po przeróbce spódniczka leżała idealnie. Nosiłam ją do 4 klasy liceum, a ona jakby rosła razem ze mną. Kiedy ją miałam na sobie czułam jakby Mama była wciąż ze mną. Na zakończenie liceum postanowiliśmy iść na dyskotekę. Wzięłam się za prasowanie. Najpierw bluzeczka, za chwilę spódniczka. Niestety, ruskie żelazko mojej siosrty z którą zamieszkałam po śmierci taty akurat w tym momencie musiało się zepsuć!!! Przypaliłam ukochaną spódniczkę. Jednak żelazko też dostało za swoje. Rzuciłam nim o ścianę i rozsypał się tandetny plastik. Mam wyrzuty sumienia, bo mimo upływu prawie 15 lat od tego zdarzenia nie odkupiłam siostrze żelazka.

  24. Agnieszka 25 maja, 2014 at 23:09 Odpowiedz

    Niektórzy szukają ładnych ubrań na wyprzedażach, inni w centrach handlowych, a ja nie musiałam chodzić nigdzie daleko, ponieważ moją ulubioną koszulę znalazłam… w szafie siostry:)
    Od zawsze jestem tą młodszą. Łatwo się więc domyślić, że rodzina rozpieściła mnie jak dziadowski bicz. Dlatego nikogo nie powinno dziwić, że siostra nie umie mi niczego odmówić, gdy ją o coś poproszę:) Dlatego, gdy około rok temu zrobiłam w kierunku mojej siostry oczy kotka ze “Shreka” – dostałam jej ulubioną białą koszulę w niebieską kratkę. Obecnie wygląda ona jeszcze lepiej, niż w chwili, gdy ją dostawałam, ponieważ… porwała się. Szkoda mi było ją wyrzucić, więc kupiłam łaty w pasmanterii i poprzyszywałam je na rękawach i w lewym dolnym rogu (łata wygląda jak kieszeń). Ubranie jest jedyne w swoim rodzaju, ponieważ:
    1. Patrząc w lustro widzę moją siostrę (a przynajmniej osobę niezwykle do niej podobną), za którą bardzo tęsknie, studiując 200km od miejsca jej zamieszkania,
    2. Bluzka jest jedyna w swoim rodzaju – dzięki temu, że ją przerobiłam, wiem, że nikt nie ma takiej na całym świecie:)
    3. Koszula ma ogromną wartość – nie tyle materialną, co sentymentalną:)
    4. Ubranie to jest idealne na dosłownie każdą okazję – ze spódniczką na egzamin, z legginsami na imprezę, w zwykłych wygodnych jeansach na uczelnię – zawsze i wszędzie w tej koszuli dobrze mi będzie:)

  25. Radosław 25 maja, 2014 at 23:20 Odpowiedz

    Moim ulubionym ubraniem jest zwykła i zarazem niezwykła koszulka. Tydzień temu malowałem razem z moją dziewczyną pokój. Przy malowaniu – jak to przy malowaniu! – stare spodnie i rozciągnięty t-shirt. Jednak w trakcie remontu moja niesamowicie pomysłowa i kochana (będzie czytała moją odpowiedź, więc ją pozdrawiam!) dziewczyna wpadła na pomysł, by włożyć nasze dłonie do farby i zrobić odciski na koszulce. Teraz koszulka nadaje się tylko na górę od pidżamy, ale i tak jest to ciuch, który lubię najbardziej:)

  26. Beata Korpecka Gardoń 26 maja, 2014 at 09:13 Odpowiedz

    Moje rurki miętówki;) w miętowym kolorze;) to moje ukochane! najważniejsze spodnie,a dlaczego pewnie się zastanawiacie? już Wam tłumaczę;) pewnego razu Beatka swoje rureczki założyła,do tego modny T-shirt,szpilki i w takim oto stroju na impreze z psiapsiółkami się wybrała;) razem wylądowały w fajnym lokalu;) muzyka grała,bosko było,więc na parkiet poleciałam i tam w rogu stał pewien przystojniak;) Jego oczyska na mnie się wpatrzyły i mocno mnie kusiły;) Po jakimś czasie podszedł do mnie-cichutko w ucho szepnął:Zatańczymy? Serce mi biło jak szalone,ale dałam jemu porwać do tańca się.tańczymy,tańczymy,aż tu nagle szok! Mój przystojniak na posadzce poślizgnął się i razem przewróciliśmy się.A że podłoga bruda była-wino rozlane,drinki i nie wiadomo co jeszcze to i moje kochane rurki oberwały:( Wybiegłam z lokalu wściekła jak wściekły lis i ze złości aż płakać mi się chciało,gdy na siebie spojrzałam:( Moje rurki ubrodzone jakby sto koni po nich przeleciało:( Przystojniak Zbyszek przybiegł za mną,zabrał na spacer,uspokoił.Ja na niego wściekła byłam i mu wyrzuty o spodnie zrobiłam! powiedziałam;Człowieku czy Ty wiesz,że wino z tak jasnych spodni nie usunie się;( A on na to:Betako nie martw się ja spodnie odkupię Ci! Spodnie miętówki stały się pretekstem do następnego spotkania! Dzięki nim poznałam miłość mojego życia-obecnego męża który do dzisiaj miętówek nie odkupił mi,bo moja mama sobie z plamami poradziła i moje kochane rurki wyczyściła;) To moje wyjątkowe spodnie-w nich mojego męża poznałam i dzięki temu,że się ubrudziły kolejne spotkanie z moim przystojniakiem zaaranżowałam Jak ja kocham je

  27. Zofia 26 maja, 2014 at 09:20 Odpowiedz

    Moja ulubiona czarna bluzka ,którą kupiłam we Francji .Ubierałam ją bardzo często na różnego rodzaju okazje 🙂 Zżyłam się z nią tak bardzo ,że “prawie w niej spałam “. Pewnego dnia ,nie wiem jak to sie stało ,bo zazwyczaj uwązam jak prasuję ,ale przypaliłam trochę i moim oczom ukazała się dziurka .Rozpaczałam jak po stracie kogoś bliskiego 🙁 Ta historia nie mogła się skończyć żle , bluzka na szczęście nie wylądowała w koszu . Na moje szczęście dziura była na samym środku ,pomyślałam ,że naszyję taką fajną mini łatkę z wyszywanym monogramem 🙂 Wszystko skończyło się dobrze ,bluzka dostała nowy wygląd ,czyli całkiem nowe życie ,ja nadal ją noszę ,oby tylko znów się nie przypaliła ,bo wtedy co ja wymyślę ? 🙂

  28. Cecylia 26 maja, 2014 at 09:40 Odpowiedz

    Różowy! 🙂 Kaszmirowy sweter – to moje ulubione „wdzianko”, z którym nie mogę się rozstać.
    Dostałam go od ciotki z Francji dobre kilka lat temu.
    Na początku nie do końca się nim zachwyciłam ale potem dostrzegłam jego ..doskonałość:)
    Wydaje się jakby kilkoma cząstkami kaszmiru uchwycił tęsknotę za pięknem, które ciągle się wymykało. Stworzony z mistrzowską precyzją i pasją, która prowokuje do oddania się dawnym, dziewczęcym marzeniom. Sweter przywodzi na myśl szczególną równowagę tajemnicy prostoty z francuską finezją
    Przypomina mi wakacje, pierwsze miłości a jednocześnie budzi niepohamowane pragnienie zdobywania szczytów. Miałam go kiedy zdawałam do liceum, potem na ustnej maturze z polskiego, okrywał mnie kiedy wracałam nocnego zwiedzania miasta czy przesiadywałam w nim na balkonie jesienią.
    Ten sweter pasuje do mojego poszukiwania szczęścia.
    Teraz już nie jest tak idealny, ma swoje kaprysy związane z ciągłym noszeniem, dość częstym prania – a wiadomo, że z kaszmirem trzeba delikatnie.
    Ale wiem, że to jest TO ubranie, bez którego moja cała reszta szafy nie istnieje 🙂

  29. marlena 26 maja, 2014 at 11:17 Odpowiedz

    Mam kilka ubrań do których mam ogromny sentyment, sukienka ze studniówki, jedwabna bluzka po mamie czy ta najważniejsza suknia w życiu kobiety:) suknia ślubna. Każde z tych ubrań a swoją piękną historię,przypomina mi o kimś bliskim, o chwilach w których czułam się bardzo szczęśliwa i wyjątkowa. Ale z tych wszystkich pięknych ubrań największy sentyment mam do bluzy mojego męża, a było to tak….
    już prawie 12 lat temu zostaliśmy zaproszeni na wesele do mojego kuzyna. Ja miałam wtedy zaledwie 14 lat. Poznałam tam mojego przyszłego męża (chociaż wtedy nawet o tym nie myślałam:). Bawiliśmy się wspaniale przez całe wesele. Mój starszy o trzy lata mąż zaprosił mnie wtedy, na wesele które miało się odbyć za tydzień u jego siostry. Nie wiedziałam co powiedzieć, i szczerze do końca myślałam, że sobie żartował i na pewno zapomniał, ale w połowie tygodnia odezwał się aby ustalić szczegóły spotkania. Trochę wystraszona i przejęta pojechałam:)
    Kolejny raz na weselu bawiliśmy się wspaniale.Gdy na drugi dzień pogoda diametralnie się zmieniła na rozstanie mój przyszły ukochany pożyczył mi swoją bluzę…przecież mieliśmy się jeszcze spotkać. Los chciał jednak inaczej..Mijały miesiące a ja miałam tylko kilka zdjęć na pamiątkę i tą bluzę, w której uwielbiałam zasypiać. Po dwóch latach w tej samej rodzinie odbywało się kolejne wesele. Razem z siostrą zostałyśmy zaproszone,ale bez osób towarzyszących (co wtedy wydawało mi się normalne). Wśród gości zobaczyłam mojego przystojnego bruneta w towarzystwie ślicznej blondynki. W trakcie trwania wesela B., podszedł i długo rozmawialiśmy i tańczyliśmy. A śliczna blondynka okazała się być zaproszoną w ostatniej chwili koleżanką jego siostry, która zresztą nie miała ochoty na zabawę bo miała jakąś kontuzję kostki. I tak moja siostra stała się towarzyszką rozmów dla tej dziewczyny a my bawiliśmy się do rana… Od tamtej pory minęło już 10 lat, i już nigdy się nie rozstawaliśmy… po czterech latach wzięliśmy ślub a teraz czekamy na nasze upragnione maleństwo.:)Tak jak nasza miłość trwa do dziś tak i piękne wspomnienia, a bluza jest z nami do dziś:) zakładam ją zwłaszcza gdy męża nie ma w pobliżu:) Nie jest to żaden najpiękniejszy strój i na pewno nie nadawałby się na żadne publiczne wyjścia, ale dla mnie jest bardzoo ważna.Uwielbiam ją, bo przypomina mi o moim ukochanym, przystojnym brunecie, o naszej młodzieńczej miłości i pięknych wspomnieniach.

  30. Joanna Misiak 26 maja, 2014 at 11:21 Odpowiedz

    Poza konkursem wkleję mój wiersz na temat prasowania właśnie 🙂

    Gdybym nie musiała prasować
    Świat byłby wspaniały 😀
    Koszule same by się prasowały
    Ja miałabym mnóstwo czasu dla dzieci
    Oj czas tak szybko nam leci
    Kto za nas wyprasuje te nasze ciuszki
    Ech ,szkoda ,że nie znam prasującej wróżki 🙂
    Lecz ja mam sekret jeden taki
    Czy zgadniecie co,to lub kto to ?
    Zdradzę wam go może ?
    On wam w prasowaniu pomoże
    MR MĄŻ z żelazkiem biega wciąż
    Szybki ,precyzyjny , znakomity
    Wspaniały perfekcyjny “prasowacz”
    On prasuje z szybkością światła
    Dla niego to praca jest łatwa
    Ja nie znoszę spodni w kant
    Daję mu za wyprasowanie fant
    Nie cierpię również spódnic plisowanych
    Ani nadruków malowanych
    Tak się właśnie dopełniamy
    I jednocześnie spełniamy
    Ja wolę sprzątac i gotować
    Niż cały dzień prasować
    Głowa mnie boli,gdy prześcieradła są z gumką
    Wtedy szybko wychodzę gdzieś z przyjaciółką
    Czasu dla rodziny mnóstwo mamy
    Więc na spacer dziś pójdziemy
    Potem może na lody dla ochłody
    Wstąpimy do zoo małpki oglądać
    I do kina filmy oglądać
    Mnóstwo wspaniałych pomysłów mamy
    Gdy razem tak słodko się uśmiechamy
    Do domu wieczorem padnięci wracamy
    Wiele wrażeń,emocji,radości mamy
    I tak szybko zasypiamy
    Ranek rozpoczął się znakomicie
    Wstaliśmy wypoczęci o świcie
    W dobrych humorach 😀
    Na twarzach usmiechy od ucha do ucha 🙂
    Śniadanie na stole gotowe
    Zapach kawy w całym domu się unosi
    Chyba na prasowanie się nie zanosi
    Córeczka bajeczkę przynosi
    O przeczytanie jej mnie prosi
    Więc w fotelu wygodnie usiądziemy
    Dzisiaj cieszyc się soba będziemy 🙂

Leave a reply